wtorek, 16 grudnia 2014

Ja i wszyscy inni

Jak się okazuje sztuczne tatuaże w każdym wieku sprawiają tyle samo radości!

Zima w Kalifornii
Nudne, zdrowe obiadki

Cały dom do góry nogami, ale ważne, że bliźniaki książki czytają

Cudny widok z okna naszego starego mieszkania...

...i winda w naszym starym bloku hahaha

Na niedawnym meksykańskim Święcie Zmarłych (Dia De Los Muertos)


Jestem zwierzęciem stadnym. Mam wielu bliskich znajomych i przyjaciół. Nigdy jednak nie spotkałam jednej osoby, z która mogłabym porozmawiać  d o s ł o w n i e  o wszystkim, co kłębi się w mojej głowie. Wszystko trzeba przeżyć samemu, żeby to zrozumieć. To, że idę własną, niewydeptaną ścieżką, izoluje mnie trochę od innych. Nie lubię opowiadać o swoich przeżyciach ludziom, którzy mogą je sobie tylko wyobrazić. Wydaje mi się, że uwidacznia to jakąś mentalną przepaść pomiędzy nami i, mimo mojej otwartości i najszczerszych intencji, bardziej nas od siebie dystansuje, niż zbliża. Tak więc stale segreguję moich odbiorców, decyduję jak się określić, instynktownie inicjuję tematy - jedne tworzą coraz silniejszą więź zrozumienia, wracamy do nich przez lata, dzięki nim odkrywamy braterstwo dusz pod danym względem. Czasem jednak czuję, ze nie trafiłam - beznamiętna, zdezorientowana, lub wręcz agresywna reakcja powoduje, że z własnej inicjatywy raczej wolę ponownie nie poruszać danego tematu.

W moim doświadczeniu powroty "na stare śmieci" są zdecydowanie najtrudniejsze. Jest się na krótko, chciałoby się dla każdego znaleźć chwilę, wydać się każdemu własnie taką osobą, jaką pamięta sprzed lat, a chybiona rozmowa towarzyska może naprawdę zachwiać ten status quo. Może ktoś powie, że nie obchodzi go, co o nim myślą inni. A mnie częściej obchodzi, niż nie. Przede wszystkim wolałabym, żeby ludzie formowali sobie opinie o mnie po tym jak postaram się nawiązać z nimi więź, a nie dlatego, że mi się nie chciało.

(Z dedykacja dla wszystkich, którzy wracają do domu na Święta.J)

3 komentarze:

  1. Trochę zrozumiałam z Twojego postu. Jestem za tym, by jednak mimo wszystko pozostawać sobą. I nie chciałabym się wydawać tym ludziom, którzy mnie znali taka jaka byłam. Czas płynie, ludzie się zmieniają, często znajomości na tym tracą, ale cóż, nie można się podporządkowywać tylko po to, by inni byli zadowoleni, bo zburzymy jakiś obraz, już dawno nieaktualny. Bardzo by było dla mnie męczące próbować dopasować się. Przemilczeć pewne sprawy mogę, albo nie poruszać pewnych tematów. Czytam Cię od dawna i mogę wnioskować z postów, że masz dystans do pewnych spraw. Innym może go jednak brakować i trzeba się z tym pogodzić. A zimę macie piękna w Kalifornii :) też chcę taką :)

    Lubię czytać Twoje wpisy, bo właśnie jesteś inna i podążasz swoją drogą. Zawsze to jakaś motywacja, lekcja, doświadczenie. Lubię i już.

    pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chodzi o dopasowywanie sie, czy zadawalanie nikogo, tylko o wykorzystanie wlasnej, zlozonej osobowosci do nawiazania porozumienia z wieloma roznymi ludzmi - z kazdym w troche inny sposob, na innej plaszczyznie. To jest czesto (zgadzam sie, ze nie zawsze) do wykonania bez kompromisow wzgledem bycia soba;)

      Usuń
    2. Rozumiem, ja odniosłam się do tego, co Dorota napisała tutaj: "Jest się na krótko, chciałoby się dla każdego znaleźć chwilę, wydać się każdemu własnie taką osobą, jaką pamięta sprzed lat".

      Usuń