niedziela, 23 marca 2014

O szczęściu, czyli tak naprawdę przygotowaniu i okazji

Moje biurko

Do pracy przeważnie na czarno

Raz w tygodniu wychodzę na przerwę i idę na rynek po zakupy

Photo: "Ty to masz szczescie" - ile razy to uslyszalam..
Mysle sobie, ok, ale ja o to szczescie zabiegam kazdego dnia :) Samo nie zapukalo do moich drzwi ;)

Wiele lat temu powiedzialam sobie, ze BEDE szczesliwa..  "Boze daj mi zdrowie, na reszte sobie zapracuje" .. I tak troche jak czołg nie zatrzymalam sie nawet przy najwiekszych przeciwnosciach losu.. czasem stawialam wszystko na jedna karte i walczylam o swoje do konca - zawsze z usmiechem na ustach i przekonaniem, ze musi sie udac!!!

Szczescie to nie przypadek <3 Raz "wypracowane" nie trwa wiecznie.. Bez wzgledu na to, czy mowimy o szczesciu osobistym, czy zawodowym, trzeba na nie pracowac, pielegnowac kazdego dnia.. 
Nie raz ciezko, ale zawsze warto!!! <3

WSTAWAJ I ZAWALCZ O SWOJE <3 !!
DASZ RADE !!! :)

Droga do domu wzdłuż oceanu o zachodzie słońca




Bardzo często słyszę: "Ty to masz w życiu szczęście!", "Ale Ci się udało!", "Takiej to dobrze!", "Łatwo Ci mówić.", "Też bym chciał(a), żeby mi się tak poszczęściło."
Kilka tygodni temu, po trzech miesiącach pracy, przejęłam obowiązki mojego przełożonego... no i się zaczęło. Wiele osób nie zauważa, że skończyłam studia, a potem jeszcze certyfikat, to jak dobrze mówię po angielsku i z jakim zapałem podchodzę do pracy; że   p r z y g o t o w a ł a m   s i ę   n a   t ę   o k a z j ę. Tak się składa, że osoba, która pracowała na moim stanowisku zanim jeszcze dostałam pracę, miała bardzo realną szansę na ten awans. Niestety nie mówiła swobodnie po angielsku, nie potrafiła opanować procedur, ani dogadać się z, trzeba to przyznać, apodyktycznym przełożonym. Firma, nie chcąc jej tak po prostu wypowiedzieć pracy, dała propozycję przeniesienia na pozycję... sprzątaczki, która nota bene została zaakceptowana. Wszyscy pewnie wtedy mówili: "No przecież, tak jest jak się nie ma układów." A ja nie mam. I dzielę biuro z właścicielką, dyrektorem i jego zastępcą...

9 komentarzy:

  1. Amerykanie Ci robią takie przytyki?? Dla mnie jednak nie jest nic złego w tym, że ktoś mówi Ci, że miałaś szczęście :) nie wiem, czy tam łatwiej szuka się pracy niż u nas, czy trudniej, ale czytam blogi osób mieszkających w Stanach i bardzo często (ja to tak odbieram) jest to przekaz, że każdemu może się udać, bo nikt nikomu nie kładzie kłód pod nogi, nie oskarża bezpodstawnie, nie obgaduje. Ciężka praca się opłaca :)
    Cieszę się, że Ci się udało i mam nadzieję, że masz poczucie satysfakcji zawodowej :) Szkoda, że tak mało piszesz, ale pewnie obowiązki na pierwszym miejscu i brak czasu. Uwielbiam Twoje notki :) powodzenia! pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo lubię Twój sposób patrzenia na świat oraz swobodę pióra. Pozdrawiam i oby zdarzało się więcej chwil na krótkie notki dla czytelników, czekamy!

    OdpowiedzUsuń
  3. Pewnie, ze to mozliwe.Sama skonczylam studia na krakowskiej uczelni, posiadam dodatkowe certyfikaty zrobione w Niemczech, pracowalam w dwoch niemieckich koncernach, obecnie w unijnym projekcie. Wladam biegle jezykiem niemieckim. ...... jednak trzeba zauwazyc, ze inaczej awansuje sie w koncernie a inaczej w kilkuosobowej firmie. Generalnie "awans i przejmowanie obowiazkow przelozonego" to rzecz wzgledna i kazdy rozumie pod tym pojeciem cos innego. Rozumiem, ze twoj wpis jest z serii " motywujemy sie ". Polacy sa milo widziani za granica, gdyz pracuja bardzo wytrwale, z ogromna motywacja, nie biegaja stalle do lekarza i maja konskie zdrowie , to nie zadna tajemnica. Amerykanka zapewne nie zostawilaby dwojki malenstw w tak mlodym wieku i poszla do pracy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Firma, w której pracuję zatrudnia prawie 100 osób, ale rozumiem, że insynuujesz, że awans w niej nie równa się awansowi w międzynarodowym koncernie... według mnie osoba, która ma potencjał prędzej, czy później przebije się w obu miejscach. Zgadzam się, że mniejsze firmy nie mają tak zwartej struktury, ale ja to akurat lubię, łatwo jest się wyróżnić, współpracować z kierownictwem i nauczyć wielu pozornie przypadkowych, ale przydatnych rzeczy.

      Jeżeli chodzi o Amerykanki, to mam wrażenie, że albo wracają do pracy po kilkunastu tygodniach (tak jak poniżej napisała Ania), albo wcale (ewentualnie po latach na niezobowiązujący etat), spotkałam bardzo mało przypadków kiedy ten balans jest wyważony. Ameryka to kraj dla pracoholików, którym odpowiada 60+ godzin pracy tyg i 10 dni urlopu rocznie. Generalnie kobiety, albo są żonami takich mężów, albo same tak robią. Mi udaje się zachować balans, w jaki zawsze wierzyłam, że będzie dla mnie najlepszy i najbardziej właśnie z tego powodu czuję się odosobnionym przypadkiem.

      Dzięki za komentarz! Pozdrawiam

      Usuń
  4. Odnosnie komentarza dziewczyny powyzej: Przecietny urlop macierzynski trwa w Stanach 4 miesiace i po tym czasie wiekszosc pracujacych mam wraca do biura. Czesto nawet wczesniej. Dzieci zostaja z niania albo ida do zlobka ( tzw. day care) I juz- nikt nie placze i nie narzeka! Po prostu nie ma innego wyjscia. Chesz miec, zarabiac musisz pracowac. Dorota napisz moze post o tym jak naprawde wyglada rynek pracy w Stanach, szczegolnie dla kobiet bo mam wrazenie ze niektorym bardzo zle sie wydaje :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Oheje, nie nic nie insynuuje. Dobrze, ze pojawiaja sie wpisy jak twoj. Ale nie zmienia to faktu, ze to rodzaj motywacji.... chetnie dowiem sie, jak wyglada prawdziwe zycie w usa, moze faktycznie nasi przyjaciele z dc zyja na ksiezycu i dlatego przylatuje do eu na 2 miesiace ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziś prawie wszyscy są po studiach, znają języki, mają doświadczenie, pokończone staże/szkolenia/certyfikaty, a co do pracy biurowej to uważam, że nawet małpa by potrafiła(wiem, bo miałam okazję na różnych stanowiskach). I cóż - obserwując Twój blog- (ludzie dziela sie w zyciu na 3 typy: szczesciarzy, pechowcow i przecietnych). Ty nalezysz do tych pierwszych i troche nie rozumiem sensu notki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaa rozsmieszyl mnie ten komentarz, bo dokladnie o tym napisalam!

      Prawie wszyscy sa po studiach? a nie 17,5% Polakow? i ilu z nich studiowalo za granca? 1,5%? wszyscy znaja jezyki? a ile osob mowi tak dobrze, ze regularnie dostaje pytania, czy jezyk dla nich obcy, jest ich jezykiem ojczystym? ile znasz osobiscie osob, ktore pracowaly w swoim zawodzie w 3 roznych krajach? a jezeli uwazasz, ze praca wszystkich osob, ktore pracuja przy biurku ma jednakowy stopien trudniosc, to brak mi na to komentarza...

      Tak, ludzie dziela sie na 3 typy:
      1) takich, ktorzy podejmuja przemyslane decyzje i przykladaja sie, zeby osiagnac, to czego w zyciu chca;
      2) takich, ktorzy notorycznie podejmuja zle decyzje, w konsekwencji czego nic w zyciu nie osiagneli;
      3) i takich, ktorym balans madrych i bezmyslnych decyzji wychodzi na zero

      A sens tej notki jest taki, ze nie jestem szczesciara, nic w zyciu nie spadlo mi z nieba, wszystko jest wynikiem mojej pracy i decyzji, ktore podjelam, i tak samo jest w przypadku wszystkich innych ludzi

      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Nie zgodzę się niestety, i będę obstawać za pierwotnym podziałem: szczęściarze, pechowcy, przęciętniaki. Dlatego, że należę do grupy drugiej.
      Czytam Twojego bloga, bo z jakichś ciężkich do wytłumaczenia powodów sprawia mi pewnego rodzaju masochistyczną satysfakcję pochłanianie historii życiowych ludzi sukcesywnych, spełnionych i szczęśliwych, jako że są moim kompletnym przeciwieństwem.
      Jeśli chodzi o młodych Polaków, to tak jak wspomniał anonim powyżej, dzisiaj prawie wszyscy są po studiach. Jest to fakt, 8/10 osób skończywszy szkołę średnią udaje się na studia, a już na pewno jeśli mówimy o młodzieży z miast. I kończą te studia nieźle, ale to chyba oczywiste.
      Pytasz ilu z nich studiowało za granicą. Dzięki ogólnodostępności programu Erasmus zapewne wielu, ale jeśli chodzi Ci o studia w wymiarze pełnym, niebędące wymianą studencką, to na przykład ja. W Anglii. Mam dwa dyplomy, a mój angielski jest bez zarzutu. Przypadkowo poznani Amerykanie pytają, czy jestem Brytyjką. Niedługo miną dwa lata, a ja kolekcjonuję wyłącznie odmowy wszystkich aplikacji które składam. W kraju, za granicą, o pracę, o staż, o szkolenie. Nieliczne rozmowy, na które jestem zapraszana, kończą się zawsze niepowodzeniem, mimo że obiektywnie potrafię ocenić, że przebiegły pozytywnie.
      Dodam jeszcze jedną rzecz, być może kontrowersyjną, ale niewątpliwie mającą tutaj pewien wpływ na całokształt. Jestem brzydką kobietą. Nie 'zaniedbaną', jak to określają optymiści, tylko brzydką. Nigdy nie dowiesz się, jak to jest z oczywistych powodów, ale sam fakt, że natura obdarzyła Cię urodą, mogłabyś już potraktować jako szczęście, bo nie każdy może je z Tobą dzielić.

      Usuń