Mural "Życie jest piękne" na La Brea Avenue, a przy nim dobytek jakiegoś bezdomnego -
dwa światy, które ścierają się w LA na każdym kroku
Na kręglach w Hollywood
Jedna z serii książek Julii Donaldson, które uwielbiają nasze dzieci!
U progu mojego biura - brzmi i wygląda to kosmicznie - nawet dla mnie!
Książki pisane przez lekarzy są tak niesamowite, że gdyby jakaś wpadła mi w ręce w ogólniaku, to najpewniej zdecydowałabym się studiować medycynę!
"Po pierwsze nie szkodzić" - perełka, a być może jestem stronnicza ze względu na moją diagnozę?
Film dokumentalny o Dr. Marsh też był poruszający, pamiętam go jeszcze z dawnych lat.
Pokaz kąpielówek był na równi sexy z pokazem garniturów!
Nocne kino w parku na kocyku z winkiem - najlepsze!
Rozgrzewka przed Halloween
Pomyślałam, że lepiej się zamelduję, skoro zaczynacie powątpiewać, czy w ogóle jeszcze prowadzę tego bloga! Odpowiedź brzmi - tak! Problem w tym, że moja odpowiedź na większość propozycji, przeżyć i wydarzeń w życiu brzmi - tak! W efekcie, pozostaje mi ostatnio doświadczać wszystkiego po łepkach, manewrować pomiędzy zobowiązaniami, płynąć z nurtem tego szalonego, dalekiego od perfekcji, życia. To, co najbardziej zapada w pamięć, miga mi wieczorami przed oczami jak na rzutniku, a od rana znowu młynek. Pracuję teraz jak dziki osioł, z poślizgiem odhaczam powinności, trochę śpię, trochę imprezuję, trochę czytam, od czasu do czasu gdzieś wyjeżdżam, rzadko kiedy sprzątam, w ogóle nie gotuję, nie rozpamiętuję... Żyję!
Patrzę i własnym oczom nie wierzę... joga na deskach surfingowych...
Fryzjer pieski
Fryzjer damski J
...i mówi mi, że zdradził żonę. W ogóle to nie tylko ten jeden facet. Ludzie na okrągło przychodzą do mnie i opowiadają przeróżne historie. Niektórych znam dobrze, innych nie znam wcale. Ich to nie obchodzi. Obchodzi ich za to, czemu, pomimo silnego charakteru, nagle nie potrafią się kontrolować? Czemu nie trzymają się norm moralnych, w które do tej pory głęboko wierzyli? Czemu są tak niewdzięczni i mimo tego, że mają wszystko, sięgają po więcej? Pytają mnie, czy najlepiej przeczekać, aż im przejdzie? Ale ile czekać? Bo już czekają miesiącami, latami, kursy zdążyli pokończyć, studia, pracę zmienić, miejsce zamieszkania - słowem zrobili wiele, żeby wrócić do siebie. A tymczasem, w każde wolne 5 min. ich myśli kłębią się wokół tego samego tematu. Zaskakuje mnie ile z tych historii jest szablonowych. Ale ciągle mam jeszcze więcej pytań i żadnych odpowiedzi. Wiem tylko, że bóle egzystencjalne to musi być kwintesencja istnienia. I lubię być ich powiernikiem.
Miejsca w pierwszym rzędzie na pokazie mody marki odzieżowej mojej mentorki!
Mój znak rozpoznawczy - kapelusz!
Moje ulubione ostatnimi czasy buty
i te
i te!
"This is water" D.F. Wallace - nagranie z przemówienia, które jest treścią tej książki:
Kolacja z angielskim akcentem - tradycyjnymi ciastkami scones z dżemem truskawkowym i śmietaną
Przez długi czas ciężko było mi zdefiniować moje podejście do mody. Mimo, że zawsze instynktownie przywiałam wagę do tego, jak co na siebie wkładam, to nie potrafiłam pozbyć się myśli, że to takie trywialne i niewarte mojego czasu.
W dzieciństwie i młodości ubierała mnie mama. Dopiero w ogólniaku zaczęłam powoli dostawać wolną rękę na niezależne zakupy, ale dyskusja na temat ubioru i tak na okrągło toczyła się na forum rodzinnym. Możecie sobie wyobrazić, co stało się po moim wyjeździe na studia do Anglii, gdzie n.p. w Primarku z łatwością można było ubrać się od stop do głów za 10 funtów... Tak - ogarnęło mnie szaleństwo, które potrwało aż do czasu przeprowadzki do Stanów.
Przystopowałam, kiedy miałam już kilka ulubionych rzeczy z każdego rodzaju i przestało mi się wydawać, że m u s z ę iść na zakupy przed każdym wyjściem z domu. Powiedziałabym nawet, że całkowicie zmieniłam kurs. Zrobiłam sobie listę rzeczy, które chciałabym mieć i spokojnie za nimi wyglądam. Mało co jest mi teraz potrzebne od zaraz. Nowym kryterium jest to, czy dana rzecz jest własnie taka, jakiej szukam. Wtedy, nie obchodzi mnie, czy pochodzi ze szmateksu, sieciówki, czy drogiego butiku - wszystkie odwiedzam rzadko, ale w równiej mierze.
Czyli jeden problem z głowy.
Mam kilka perełek, ale na co dzień nie lubię martwić się o ubrania, specjalnie ich prać, ani uważać na to, co robię (szczególnie z dziećmi) tylko dlatego, żeby nie zniszczyć tego, co mam na sobie. Staram się kupować tak, żeby nie było mi szkoda, jeżeli coś się nagle zniszczy. Zdarza mi się zanosić ubrania ze szmateksu do krawca. Często przez to stają się one moim ulubionymi - dosyć, że za bezcen, to leżą jak ulał!
Nie rozwiązało to jednak mojej pogardy względem trywialności mody. Ciągle wydawało mi się, że za dużo myślę, rozmawiam i robię w związku z tak małostkową rzeczą, jaką jest moda. Było tak do czasu, kiedy mniej więcej rok temu poznałam nową mentorkę - prowadzącą własny biznes modowy i zaangażowaną w wiele innych, modowych przedsięwzięć - która nota bene żyje modą, a mimo tego jest bardzo skromna, przyziemna, bardzo dobrze wykształcona, ambitna, ma ogromne serce i spędza mnóstwo czasu jako wolontariuszka. Dopiero jej osoba, jej codzienność i to, jakie ma priorytety, stały się dla mnie dobitnym przykładem na to, że jednak można bezproblemowo i naturalnie okrasić te wszystkie szczytne wartości modą.
Wtem, jak gdyby nigdy nic, pojawiają mi się przed oczami plemiona, które zamieszkują dżunglę, bez szans na jakąkolwiek styczność z absurdami cywilizowanego świata. Ich niemalże wrodzona bezpretensjonalność w podejściu do mody rozwiewa moje ostatnie wątpliwości. To dobrze, bo później to już tylko pawie, motylki i rajskie ptaki... x
Po przeczytaniu tych opowiadań, Alice Munro stała się jedną z moich ulubionych autorek, nie mogę się doczekać, aż przeczytam jej kolejną książkę! Pozostałe dwie książki (ochwalone poradniki) mnie nie zachwyciły.
Uwielbiam ten widok - sukienka/spódnica + szpilki
Anonimowa uprzejmość w pracy
Konferencja
Zaznajomiliśmy bliźniaki ze śniegiem - Julce się spodobał, Danielowi nie J
Ciasto od mamy z okazji czwartej rocznicy ślubu
Zajęło mi 28 lat, żeby spotkać kogoś, kto doradził mi dorysować sobie brwi! Dzięki, Ania!
Jeżeli miałabym wskazać jedną rzecz, którą chciałabym, żeby każdy, kto tu zagląda, stąd wyniósł, to byłoby to zdecydowanie poczucie s p r a w c z o ś c i. Przekonanie o tym, że nastawienie do życia, codzienne decyzje i nawyki kształtują życie większości z nas i najprawdopodobniej przyszłość jaka każdego z nas czeka. Nie znoszę, kiedy ktoś mi wytyka, że coś mi się w życiu udało, bo 99% moich realiów to wynik konsekwentnych wysilkow w tym kierunku. Im ciężej pracuję, tym więcej mam szczęścia. Im bardziej angażuję się w znajomości, tym więcej mam bliskich znajomych. Im częściej się uśmiecham, tym więcej życzliwości otrzymuję od innych. To takie proste. Przetestujcie! Nie może się nie udać! x
Efekty codziennych dziesięciominutówek - 2 lata po ciąży z bliźniakami
(zaczęłam ostrożnie ćwiczyć po ok 9-10 mies)
Moje śniadania. Czas przygotowania ~ 3 min. Podstawowe składniki: Kilka garści szpinaku/jarmużu/botwinki, cytryna, szklanka wystudzonej zielonej/białej herbaty, szklanka wody kokosowej. Można urozmaicać na wiele sposobów, ale ja... rzadko kiedy mam na to czas.
Czwarta książka, którą czytam w tym roku. Piękna książka.
I inne rzeczy, na które zawsze znajdę czas...
Cotygodniowe zakupy na rynku
Kolejny kapelusz - brać, czy nie?
Od zawsze, jedną z podstawowych rzeczy, które powiedziałabym o sobie to to, że jestem perfekcjonistką; dążącą raczej do spełnienia własnych, niż "uniwersalnych" standardów, ale przy tym i tak nie dopuszczającą półśrodków. Od niedawna jednak, widzę, że nie mam na to czasu. Z ciekawością obserwuję w sobie tę zmianę.
Nie mam czasu mieć perfekcyjnie wyprzątanego domu, być perfekcyjnym pracownikiem na każde zawołanie (choć mam nadzieję, że kiedyś znajdę pracę-powołanie, która nie pozostawi mi czasu na przejście na emeryturę), na prasowanie skarpetek, perfekcyjne makijaże, programy treningowe i bycie na bieżąco z rzeczami, które wydają się interesować wszystkich, oprócz mnie.
Nawet nie wiem od kiedy, ale widzę, że zdecydowanie zaczęłam trzymać się jakichś niepisanych ram czasowych, które wystarczą, żeby to wszystko ogarnąć w stopniu podstawowym. Pracuję po 8 godz dziennie (choć niekiedy - bardzo rzadko - nie mogę się wymigać od nadgodzin, bo opiera się nich cała percepcja i ostateczne zaufanie do mojej osoby), piorę i sprzątam na bieżąco, lecz nieobsesyjnie, praktycznie nic nie prasuję, ćwiczę codziennie nie więcej niż 10 min, moje posiłki im szybciej są gotowe, tym lepsze.
Wole być mamą, żoną, koleżanką, siostrą, córką, blogerką (sporadycznie), czytelniczką, wieczną studentką, fashionistką, zwykłym leniem czasami, przyszywaną ciocią, turystką (od dwóch lat weekendową, gustującą w parkach i placach zabaw). Choć na pewno tez nie perfekcyjną, to - zgadliście! - nie mam czasu się tym przejmować. Progres i czas poświęcony na priorytety stały się dla mnie o niebo ważniejsze od 100% perfekcji. x
Nasza kalifornijska noworoczna tradycja - śledzenie Rose Parade na żywo w Pasadena
Szyszki na naszym stole wigilijnym
Świąteczna serwetka choinka, bardzo łatwo zrobić
Wiem, że u wszystkich było to samo, ale i tak się pochwale
Wypróbowałam dobry przepis na bezmięsny bigos z Jadłomanii [KLIK]
Wyczekany prezent - maszynka do robienia makaronu z cukinii, wychodzi super spaghetti!
Świąteczna lektura w duecie idealnym
Coś na przebudzenie w pracy po godzinach
Mieliśmy dużo czasu na lokalne wycieczki
i spacery
Mama oficjalnie
i nieoficjalnie!
Po raz pierwszy w życiu mam poczucie, że w Nowym Roku po prostu mogę pozwolić wszystkiemu być. Być tym, czym jest. Mojej rodzinie i pracy, moim przekonaniom, zwyczajom i znajomościom. Nie mam potrzeby niczego na siłę rozpoczynać, zakańczać, ani zmieniać. Życzę sobie, żeby wszystko postępowało z impetem i w kierunku nadanym w chwili rozpoczęcia; żeby najzwyczajniej w świecie z dnia na dzień brnęło naprzód przez kolejne etapy. Życzę sobie, żeby cieszyć się moja codziennością bardziej niż kiedykolwiek, ponieważ bardziej niż kiedykolwiek od-zwierciedla ona podjęte przeze mnie decyzje, efekty mojej pracy i moje zdecydowanie względem tego, czego tak naprawdę w życiu chcę.
A Wy?
Dopisek: i cudne życzenia noworoczne od P. Jacka Walkiewicza [KLIK], którego już nie raz cytowałam na blogu